Od razu powiem tak. Będzie o pociągach, a pociągów nigdy dość. Szczególnie jak to jest pociąg RETRO. W jednej z poprzednich wypraw pisałem, że w tym roku nakupiłem
dużo biletów na pociągi retro. Jednym słowem, zaszalałem. Cóż mogę na to poradzić, jak jestem uzależniony od starej kolei, a to jest naprawdę bardzo fajna jazda. Przynajmniej ja tak uważam i nie mam zamiaru
zmienić zdania. Tym razem, jak widać już po tytule i zdjęciach umieszczonych poniżej, ciągnąć nas będzie stara, ale całkiem żwawa lokomotywa napędzana silnikiem spalinowym, popularnie zwana spalinówką.
Chociaż kolejarze na te maszyny mówią, stonka. Kiedy ją zobaczyłem, to trochę się zdziwiłem, bo ja ją już gdzieś widziałem. Nie jestem pewien, ale to była raczej ona i nie wyglądała
tak ładnie, jak ta. Zresztą, stała wyłączona i było cicho. Zastanawiałem się, ile hałasu będzie robiła, bo pamiętam dokładnie, jak głośne były te maszyny. Kiedyś często miałem okazję przebywać w pobliżu
lokomotywowni w Tarnowie. I cóż. Zaskoczyła mnie ta maszyna. Targała wagony, jak nie powiem co, no i prawie wcale nie kopciła. Była też, jak na tak starą maszynę, niezwykle cicha. Czyżby wnętrze uległo
przebudowie? Takie działania są jak najbardziej wskazane, bo za niedługo, znikną z krajobrazu kolejowego.
Tak więc pogadałem o lokomotywie, to teraz o wagonach. I nie wiem, co tu jeszcze nabazgrać o nich. Zatem wagony. Cały skład wyglądał, jakby co dopiero zszedł z taśmy produkcyjnej.
Przynajmniej tak wyglądał z zewnątrz, bo wewnątrz to jakbym przeniósł się w dawne czasy. Czyli twardo, niewygodnie i mało przyjemnie. Chociaż dzisiaj te wszystkie niedogodności, nie przeszkadzają już
tak bardzo. Dziwne. Trochę tęsknię za tymi siermiężnymi latami. Ech...
Powiem szczerze. Nie będę się rozwodził jak zawsze nad opisem wyprawy, bo został mi miesiąc do końca roku, a ja piszę o wyprawach, które dokonały się jeszcze w lecie. Strasznie to źle
wygląda. No dobra. Poniżej zamieściłem serię zdjęć z podróży od Nowego Sącza do Limanowej. Okazuje się, że jak w zeszłym roku trasa ta była nieprzejezdna, tak w tym, otwarto ją tylko dlatego, że dokonano
kilku napraw torowiska. Cieszę się z tego, bo władze kolei wreszcie zauważają istnienie starych, pięknych i widokowych tras zbudowanych w dawnych wiekach. Przypomnę, że fragment torowiska, po którym jadę,
to dawna Galicyjska Kolej Transwersalna, oddana do użytku w 1884 roku. Ostatnio
podupadła, ale mam nadzieję, że zostanie zachowana dla potomnych. Historia to ważna lekcja życia i nie można o tym zapominać nigdy. No to, co się będę produkował. Trzeba popatrzeć.
Nasz pociąg dojechał do Limanowej. Tu mieliśmy postój około pół godziny. Przyznam, że o ile w Limanowej bywałem wielokrotnie, tak na dworcu kolejowym jestem po raz pierwszy. Jak na dość
małe miasto jest dość sporych rozmiarów. Zaciekawiony sporym budynkiem stacyjnym, udałem się do pokazanego na pierwszej fotce pomieszczenia, w którym mieści się nastawnia i porozmawiałem z pracownikiem kolei o tym
wszystkim, co tu się dzieje. Nie chcę się rozpisywać na te tematy, więc powiem w skrócie. Słabo to wszystko wygląda. Nic, zobaczymy za kilka lat, co się z tego wszystkiego wykluje.
Teraz umieszczam zaledwie trzy zdjęcia, których lokalizacja znajduje się niezbyt daleko od Limanowej. Właściwie są one jak gdyby wstępem do następnego zdjęcia, ale to opowiem
po obejrzeniu tych trzech fotek.
Na poniższej fotce niczego szczególnego nie widać, ale tuż za tym zakrętem stało się coś, przez co o mały włos, a nie straciłbym kamerki przyczepionej do okna. Otóż znajdował się
tam częściowy wykrot. Pociąg nie miał szansy zahamować i lokomotywa zaczepiła o konary, częściowo
wyrywając drzewo. To z kolei położyło się na wagonach, szorując po jego blachach i oknach. Cały skład wraz z lokomotywą nieco ucierpiał, otrzymując pięknego sznyta na całej długości. Na szczęście
szyby w oknach wytrzymały ciężar drzewa. Dobrze, że spojrzałem za okno dużo wcześniej i widziałem całą sytuację. Próbowałem odessać kamerkę od szyby, ale nie chciała odskoczyć. W ostatniej chwili
złapałem ją całą i brutalnie zerwałem. Dostało się nieco nóżce, która łączy ssawkę z uchwytem kamery, ale się nie martwię. Szukam już nowej kamery o dobrej jakości nagrywania. Już takiego szmelcu
nie kupię. Ta jeszcze musi chwilę posłużyć. Kiedy skład przejechał, drzewo ostatecznie upadło na tory. Za to w drodze powrotnej, po drzewie nie było śladu, z wyjątkiem miejsca, gdzie miało korzenie.
Szybko się z tym problemem uwinęli.
Później nic wielkiego się nie wydarzyło. Ot zwyczajnie. Jechaliśmy sobie, podziwiając widoki za oknem. Jedynie w Kasinie Wielkiej wysiadła spora ilość ludzi, bo zamierzali wyjechać
na Śnieżnicę. Powiem szczerze. Walczyłem z myślami. Jechać dalej, czy wysiadać? Po namyśle pojechałem do Chabówki, bo tak mi coś mówiło, bym to zrobił. W ten sposób, wyjazd na szczyt prawdopodobnie
nastąpi dopiero w przyszłym roku. Trudno się mówi.
td>
W Chabówce, pociąg zatrzymał się na stacji głównej i nie wjeżdżał do skansenu. Wszystko dlatego, że ze skansenu jeździły pociągi do Kasiny Wielkiej, dlatego też piechotą
udałem się od razu do skansenu. Bardzo byłem ciekaw, co się tam zmieniło. Kilka fotek z tego przejścia pokazuję poniżej.
Zaraz po wejściu poszedłem na koniec skansenu. Tam stoją najbardziej zdezelowane maszyny. Z przykrością stwierdzam, że od zeszłego roku nic się tu nie zmieniło. Poza oczywiście
większą ilością rdzy leżącej na ziemi. Wiem, że na to wszystko potrzeba ogromnych pieniędzy, ale zawsze pozostanie to, ale... Po chwili łażenia odnalazłem moją ulubioną maszynę Ty2-107, która
stała zimna i martwa. Połaziłem też pomiędzy innymi lokomotywami i zgromadzonymi tu urządzeniami, aż wreszcie trafiłem na moją ulubioną lokomotywę, o której w ostatnim czasie sporo pisałem.
Oczywiście chodzi o Ol49-100 która mnie w 2006 roku wiozła do Tuchowa. Nie wiem dlaczego,
ale mam ogromny sentyment do tej maszyny. Może to dlatego, że załoga parowozu była naprawdę wspaniała? Dość powiedzieć, że jakby mnie było stać, to zapłaciłbym za jej remont.
Tu właśnie widać przód wspomnianej „Olci”. Kiedy tak fociłem mą ulubienicę, , zauważyłem
jakiegoś ptaszka niezdarnie latającego koło mnie. Okazało się, że to młody wróbel. Pewnie intensywnie ćwiczył
umiejętność latania, bo co chwilę siadał, na czym się dało, praktycznie nie zwracając na mnie uwagi. Mimo tego trzymał dystans i nie pozwalał, bym się za bardzo do niego zbliżał. Starałem się więc
robić zdjęcia z daleka.
Przyszedł czas opuścić skansen, bo pociąg cały czas czekał na dworcu głównym Chabówki. Zdążyłem jeszcze w sklepie pokazanym na pierwszej fotce, kupić trzy miniaturowe kubeczki i jeden
duży kubek. (Niestety uległ destrukcji jakiś miesiąc temu) Zdążyłem też sfilmować wyjazd pociągu z lokomotywą parową do Kasiny Wielkiej. Bo trzeba pamiętać, że w lipcu i sierpniu, ze skansenu w Chabówce
do Kasiny, w soboty i niedziele, są dwa kursy z lokomotywą parową, którymi można się przejechać i poczuć ten dreszczyk emocji, z szaloną prędkością. Tak ze 20 - 30 km/h w porywie. No, ale jak już to mówiłem,
trzeba się tym pociągiem przejechać, by to poczuć.
Ze skansenu udałem się jeszcze do leżącej przy głównej drodze Pizzerii, którą to wszyscy bardzo zachwalali. Nie powiem, nawet dobra była. Duża i smaczna, ale czas oczekiwania na nią jest
nie do zaakceptowania. Teraz wiem. Trzeba patrzeć, ile jest w środku ludzi, a nie słuchać obsługi. Niemniej jak komuś nie zależy na czasie, spokojnie może się tam udać. Później nastąpiła jazda w kierunku
przeciwnym, ale ten fragment przejazdu pominę w opisie, bo już o nim pisałem. Wystarczy czytać moje bazgroły od dołu w górę i wyjdzie na to samo. Zatem przedstawiam jedynie wybór fotek z tych,
które zrobiłem. Aha... Pozdrawiam też małżeństwo, z którym było mi dane jechać w obie strony. Nie wiem, czy to kiedykolwiek przeczytacie, ale obiecałem wspomnieć o tym, no to wspominam.
Może w przyszłym roku znowu się spotkamy.
I to byłoby na tyle. Przyjechaliśmy do Nowego Sącza i od razu udałem się do auta. Jak w każdym opisie staram się pokazać na koniec ostatnią fotkę dnia, a tą jest pokazana poniżej
lokomotywa, no to nie mam wyboru. Pokazuję. Oto lokomotywa, która nas przewiozła na trasie Nowy Sącz-Chabówka.
Zatem nie pozostaje mi nic innego jak zakończyć ten wpis prostymi, ale jakże wymownymi słowami. Było super! Chcę więcej! Do tego jakoś tak bardzo szybko
to wszystko przeleciało. Dlaczego! Ech... Chciałbym tak podróżować częściej. Chociaż z drugiej strony, pewnie po jakimś czasie dopadłaby mnie nuda. Na razie wystarczy wrażeń. Następne czekają,
więc na tym zakończę.
Ps. Dziś, tj. 2.07.2023 Dołączam poniższy film z przejazdu opisanego wyżej. Jak już pisałem, nie ma co się tłumaczyć. Ważne,
że jest. Film jest długi, bo jechaliśmy po torach, które nie umożliwiają szybkiego poruszania się. Poprzedni film, który wstawiłem w 2018, składał się z dwóch wersji, a obie miały sumaryczny
rozmiar obecnego pliku, za to jakość obrazu była, delikatnie mówiąc, marna. Ten film jest i tak mniejszy, bo zastosowałem przyspieszenie miejscami aż 7X. Większe wartości były nieakceptowalne.
UWAGA!!! Proszę ściszyć głośniki, bo może być bardzo głośno!
Rozmiar pliku: ok. 1 GB - dużo, ale nic nie poradzę Czas trwania: 36 minut 44 sekund